Czy wiesz, kiedy planowane jest oficjalne otwarcie Narodowego Forum Muzyki we Wrocławiu?

W pięknej zabytkowej Sali Wielkiej Ratusza wystąpi Wrocławska Orkiestra Barokowa pod kierunkiem jej szefa artystycznego i znanego wiolonczelisty – Jarosława Thiela. Zabrzmią najsłynniejsze utwory W. A. Mozarta. Adrian Rovatkay wykona wirtuozowski Koncert na fagot i orkiestrę B-dur KV 191. Ten pełen humoru utwór, napisany dla barona Tadeusza Dürnitza stanowi istotną pozycją w literaturze na fagot solo. Zaś Symfonia nr 40 g-moll do tego stopnia stała się popularna, że początkowy motyw tego dzieła jest jednym z najchętniej wybieranych… dzwonków do telefonów komórkowych.
Adrian Rovatkay
Studiował grę na fagocie u Thomasa Helda w Berlinie oraz malarstwo w Akademii Sztuk Pięknych w Braunschweig. Występuje z Cantus Cölln, Musica Fiata, Musica Antiqua Köln, Orchestra of the 18th Century, The Harp Consort oraz z Veroniką Skuplik. Napisał muzykę do spektaklu Der Weisse Rabe, która miała premierę w berlińskim Hebbeltheater jesienią 2001. Wraz z Christianem Walterem współtworzy Ensemble Satyros realizując eksperymentalne projekty na dwa fagoty / dulcjany.
Jarosław Thiel
Absolwent poznańskiej „Szkoły Talentów”, studiował wiolonczelę na Akademiach Muzycznych w Poznaniu i Łodzi. Od 1997 roku w swojej działalności artystycznej skupia się przede wszystkim na problematyce historycznych praktyk wykonawczych. Uczestniczył w kursach mistrzowskich w Dresdner Akademie für Alte Musik (Christine Kypranides) i podjął studia podyplomowe na Universität der Künste w Berlinie w klasie wiolonczeli barokowej Phoebe Carrai i Markusa Möllenbecka (dyplom z wyróżnieniem).
Współpracował z najważniejszymi polskimi zespołami muzyki dawnej; obecnie jest aktywny przede wszystkim na scenie niemieckiej. Od 2000 r. jest pierwszym wiolonczelistą Dresdner Barockorchester, jest także członkiem prowadzonej przez Nicholasa McGegana FestspielOrchester Göttingen, współpracuje również z innymi czołowymi niemieckim zespołami, takimi jak Akademie für Alte Musik Berlin, czy Lautten Compagney; występuje także regularnie jako solista i kameralista; w tej roli gościł na wielu polskich i zagranicznych festiwalach muzyki dawnej.
Prowadzi klasę wiolonczeli barokowej na Akademii Muzycznej we Wrocławiu i podczas Letniej Akademii Muzyki Dawnej w Lidzbarku Warmińskim. W tym roku został zaproszony do współpracy z Orkiestrą Barokową Filharmonii im. Witolda Lutosławskiego we Wrocławiu jako jej kierownik artystyczny.
O programie
Zbliżająca się rocznica śmierci Wolfganga Amadeusa Mozarta skłania do podjęcia po raz kolejny rozważań o tym niezwykłym człowieku i jego muzyce. Na moje (a może także nas wszystkich?) wyobrażenie o jego osobowości bez wątpienia znacząco wpłynął fenomenalny film Miloša Formana. Przez wiele lat próbowałem uwolnić się od tego, jakże sugestywnego, obrazu postaci Mozarta: na wpół prymitywnego wesołka, na wpół geniusza, ale nawet lektura jego listów (przynajmniej tych dostępnych w polskim wydaniu) nie rozwiązuje tu wątpliwości, a nawet je wzmacnia. Wydaje mi się jednak, że poprzestawanie na takim nieco uproszczonym i schematycznym opisie fenomenu osobowości Mozarta (niedojrzały emocjonalnie mężczyzna obdarzony przez Opatrzność nieziemskim talentem) zamyka nam drogę do pełnego zrozumienia tej złożonej postaci, a co za tym idzie, do lepszego rozumienia Mozartowskiej muzyki.
Od zawsze bardzo fascynowało mnie tak wyraźnie widoczne „przełamanie” jego osobowości: z jednej strony mamy tu kompozytora pięknych i słodkich melodii, pogodnych i przyjemnych utworów, mistrzowsko przykrojonych w najróżniejsze formy, gatunki i instrumentacje. Z drugiej, co jakiś czas dochodzi do głosu w kompozycjach Mozarta niezwykle mroczny i tragiczny nastrój, nuta prawdziwego smutku, czy niepokoju. Przegląd życiorysu kompozytora wskazuje przy tym na to, że bieżąca sytuacja osobista, materialna i zawodowa Wolfganga Amadeusa nie miały w jego przypadku bezpośredniego wpływu na nastrój pisanych kompozycji. Trudno doszukiwać się jakiegoś śladu żałoby po stracie matki u odnoszącego w Paryżu pierwsze samodzielne sukcesy syna. Z drugiej zaś strony poruszające do szpiku kości Kyrie napisane zostało jako część dzieła wotywnego z bardzo w końcu radosnej okazji zawarcia przez Mozarta małżeństwa, a zarazem prezentu dla żony - Wielkiej Mszy c-moll. Jest więc u Mozarta rzadko dochodzący do głosu, ale zawsze obecny i wyczuwalny, pewien niepokój, być może strach, być może jakiś głęboki namysł nad kondycją człowieka i jego ostatecznym losem.
Wybitny teolog protestancki - Carl Barth zwierza się w swoich pismach z niezwykłego zdarzenia. Bartha irytowały bardzo następujące zdania Mozarta: Protestantyzm to sprawa mózgu tylko i wyłącznie... Protestanci nie mają pojęcia o znaczeniu słów Agnus Dei, qui tollis peccata mundi. Zżymający się z tym poglądem Barth miał sen, w którym egzaminował Mozarta z jego mszy. Ale kompozytor nic nie chciał mu powiedzieć. Komentując to wydarzenie, wybitny katolicki myśliciel, Thomas Merton, napisał: ten sen dotyczy jego zbawienia i przypuszczalnie Barth zmaga się sam ze sobą, by przyznać, iż w większym stopniu będzie zbawiony dzięki muzyce Mozarta, którą nosi w sobie, niż przez własną teologię. Dzień w dzień, latami, Barth grywał Mozarta co rano przed udaniem się do pracy nad swoim dogmatem.
Ta dyskusja (abstrahując od jej wymiaru wyznaniowego) przypomina nam w dzisiejszych czasach, kiedy wokół nas rozbrzmiewa nieustannie muzyka (a może należałoby powiedzieć, „uporządkowane rytmicznie i harmonicznie dźwięki”), produkowana przez „polifoniczne” dzwonki, automatyczne centrale telefoniczne, tasiemcowo wyciekająca z głośników stacji benzynowych i supermarketów, jaką naprawdę wartość może mieć Muzyka, jakich może dotykać pokładów ludzkiej duszy i o jaką stawkę może chodzić, jeżeli w naszym słuchaniu przejdziemy o krok dalej od tylko cieszenia ucha przyjemnymi melodiami. Przypomina się także stara antyczna reguła katharsis, poruszenia i oczyszczenia duszy, być może właśnie szczególnie silnie działająca w tej najmniej konkretnej ze sztuk – w muzyce. Myślę, że istnieje cały szereg kompozycji Mozarta, w których fundował on sobie i nam takie katharsis, otwierając nas w ten sposób na inny wymiar życia. W końcu, jak mówi inny wybitny myśliciel (tym razem laicki), Leszek Kołakowski: muzyka jest gościem z innego świata.
Chcieliśmy w programie dzisiejszego koncertu zestawić utwory oddające tę złożoność osobowości Mozarta: „pogodną” stronę będzie reprezentował Koncert fagotowy B-dur KV 191, w wykonaniu naszego gościa, Adriana Rovatkaya, kompozytora, malarza i multiinstrumentalisty. Później oktet na instrumenty dęte, utwór szczególny z dwóch powodów: po pierwsze pod tytułem sugerującym czysto rozrywkowy charakter (serenady były z reguły utworami towarzyszącymi wieczornym imprezom plenerowym) znajdujemy już tę Mozartowską „nostalgiczną” nutę; po drugie w popisowej partii zaprezentują się tu członkowie Orkiestry zazwyczaj schowani za plecami skrzypków i altowiolistów – a więc nasza sekcja instrumentów dętych. Na koniec Mozart zdecydowanie najpoważniejszy, jaki tylko może być, a zarazem jedno z najważniejszych arcydzieł muzyki, Symfonia g-moll KV 550. O tym utworze nie wypada zbyt wiele pisać, więc dodam tylko krótką informację, że usłyszą Państwo drugą, późniejszą wersję tej symfonii, w której Mozart w stosunku do oryginału wzbogacił o dwa klarnety zestaw instrumentów dętych.
Jarosław Thiel