Prasa o kompozycji napisanej dla Międzynarodowego Festiwalu Wratislavia Cantans
Premiery utworów pisanych specjalnie festiwalu Wratislavia Cantans to zawsze wielkie wydarzenia. Ubiegłoroczna “Pasja wg św. Marka” Pawła Mykietyna spotkała się z rewelacyjnym przyjęciem. W tym roku kompozycję przygotował Cezary Duchnowski – jeden z najaktywniejszych kompozytorów wrocławskich, preferujący w twórczości nowoczesność dostosowaną do aktualnych czasów, od kilku lat tworzy głównie muzykę elektroakustyczną. O wydarzeniu można przeczytać w Ruchu Muzycznym.
O Cezarym, który chadzał własnymi drogami
Między chóralnym Pendereckim a kameralnym recitalem Bernardy Fink znalazło się
na ,,Wratislavii” miejsce – jakże ważne – dla prawykonania zamówionego przez Festiwal
utworu Cezarego Duchnowskiego. Organizatorzy konsekwentnie od trzech sezonów kontraktują utwory u polskich twórców. Ta szczególna ,,misyjność” jest moim zdaniem jednym ze znaczących atutów imprezy – jeśli nawet niedocenianym przez amatorów n-tego wykonania Mesjasza to stanowiącym przecież o racji istnienia Festiwalu. W każdym razie katedra św. Marii Magdaleny w środowy wieczór 18 września wypełniła się po brzegi.
Co mnie szczególnie ujęło w kompozycji Duchnowskiego, to umiejętne okiełzanie przestrzeni kościoła – wyjątkowe ,,wpisanie” się w arcytrudną akustykę i przepiękną architekturę świątyni. Kompozytor, wraz z autorem wizualizacji Maciejem Walczakiem, stworzyli dzieło wyjątkowo integralne. ,,Zagospodarowywanie” przestrzeni odbywało się zarazem na planie dźwiękowo-akustycznym i wizualnym. Duchnowski zadbał o wypełnienie jej barwą muzyczną, Walczak – subtelnymi skojarzeniami rozegranymi na trzech potężnych ekranach, dzięki czemu mogłam się bawić rozpoznawaniem detali rodzinnego miasta (czasem zbyt dosłownych) i smakowaniem dyskretnych sugestii graficznych, wygenerowanych
z autorskiego programu komputerowego. Język muzyczny Duchnowskiego przemówił
do mnie na wielu płaszczyznach. „Mówił” semantycznie – tekstami, wśród których był akt lokacyjny Wrocławia, wyjątek z Ewangelii św. Łukasza i kombinacja głoskowa na podstawie ,,Daj ać ja pobruszę, a ty poczywaj” z Księgi Henrykowskiej. Teksty, rozpisane dwuchórowo na głosy aktorskie i wokalne (szczególne brawa dla dzieciaków z chóru Con Brio PSM I st., które przygotowały się błyskawicznie na tournee w Finlandii!), opowiadały o mieście i jego historii. Przywoływana przeszłość zderzała się ze współczesnym językiem muzycznym, wyrastającym z kultury dużej aglomeracji i podkreślonym wyraziście przez opadające trytony i sekundy. Tę wielkomiejską przestrzeń tworzył też Duchnowski przez konkretne dźwięki codziennego zgiełku (taśma na początku i końcu utworu) oraz umiejętne wykorzystanie tradycyjnego instrumentarium, w którym szczególną rolę odgrywała blacha. Intrygował
na przemian jaskrawymi i stonowanymi brzmieniami rogów, trąbek oraz puzonów, uzupełniał je dialogiem dwóch fortepianów, kolorował klawesynem, klawiaturami midi, perkusją
(m.in. dzwony, tom-tomy, werbel, gong), gitarą basową i smyczkami. Grzmotnął też
na zakończenie w wielki bęben, żeby nie popaść w nadmiernie kontemplacyjny nastrój. Trudno zdefiniować muzycznie twórczość Cezarego Duchnowskiego. Podąża on sobie tylko znaną drogą. Nie bawi się w konserwowanie przeszłości. Myśli w przód i – mam wrażenie – cały czas „kombinuje”, co dalej. Napisał Głosy miasta jako naturalną konsekwencję swojego rozwoju artystycznego, w którym ważne miejsce zajmują multimedia i komputer, podstawowy dla niego instrument. Gdzie będzie za chwilę – trudno powiedzieć. Jedno jest pewne, Duchnowski nie stoi w miejscu i można się spodziewać, że niebawem urzeczywistni kolejne marzenia. Tak jak po bez mała dziesięciu latach zrealizował w zaledwie trzy miesiące kantatę dla Wrocławia. Na jej powodzenie złożyła się też rzetelna praca Marka Mosia
z poszerzonym składem AUKSO – zespołu i szefa, którym można zaufać i powierzyć przygotowanie nowej kompozycji niemal na ostatnią chwilę.
Koncert dopełniły (a raczej – rozpoczęły) dwa utwory dzięki którym gradacja obsadowo-emocjonalna stała się oczywista. Była to wiolonczelowa Suita d-moll BWV 1009 Jana Sebastiana (Andrzej Bauer w roli głównej) w opracowaniu komputerowym bohatera wieczoru, który dyskretne wyciągał składowe harmoniczne i dialogował z oryginałem. Była to również ludyczna monada 2 z 2003 roku, ciekawie usytuowana pośrodku kościoła, przez co dialog ,,on-ona” (Piotr Wojtasik i Agata Zubel) nabrał szczególnego smaku.
Nie wiem, jak inni (no, może wiem: z pewnością nię recenzentka wrocławskiej ,,Wyborczej”, która dała upust wyjątkowej zjadliwości pod adresem utworu), ale ja chętnie posłuchałabym Głosów Miasta Duchnowskiego raz jeszcze. Ale kiedy, i czy w ogóle będzie mi to dane? Los utworów zamówionych dla ,,Wratislavii” bywa dość kapryśny i trudny do przewidzenia. Symfonia hymnów Augustyna z 200l roku zabrzmiała raz jeszcze w całości – ,,Warszawskiej Jesieni” trzy lata później; po prawykonaniu ,,…nad Pieśniami Agaty Zubel (2007) zaległa cisza. Może warto pójść o krok dalej i wydać płyty z zamówień? Chodzą słuchy, że szefostwo ..Wratislavii Cantans” rozważa ten pomysł. I dobrze, bo przynajmniej zapewnionoby jakiś byt tym utworom, osadzonym przecież w festiwalowej teraźniejszości, a zarazem rokującym na przyszłość.
Izabella Starzec, Ruch Muzyczny nr 22, 1 listopada 2009