Temperamenty i żywioły, Ruch Muzyczny

“Alain Lefevre. kanadyjski pianista obwołany „bohaterem, fenomenalnym wykonawcą, genialnym talentem”, przyrównywany do Glenna Goulda jak rekomendowano w programie – był niewątpliwie gwiazdą i swoistą sensacją koncertu w Filharmonii Wrocławskiej 16 października.

Lecz nie wyczyny solisty postawiłbym na czele muzycznych walorów tego wieczoru. Najciekawsze (przynajmniej dla mnie) było zestawienie programu i jego wykonanie pod batutą Jacka Kaspszyka: przede wszystkim Obrazków z wystawy Musorgskiego w instrumentacji Ravela z tego ostatniego Koncertem fortepianowym G-dur oraz wykonaną na wstępie uwerturą koncertową In the South. A lass i o El gara. Zderzyły się żywioły i temperamenty, orkiestrowe feerie i indywidualne postawy, uwarunkowane osobowościowo, narodowościowo, kulturowo, wszystko zaś
przetopione w artystycznym tyglu wyobraźni i sztuki dyrygenta.

Mniej znane dzieło Elgara z 1904 roku (aczkolwiek na tej estradzie już przedstawiane w  2002 roku to muzyka programowa, utrzymana w estetyce neoromantycznej, zapis wrażeń i refleksji kompozytora z pobytu w Alassio na Riwierze Włoskiej, „próba zinstrumentowania jak napisano w komentarzu – piękna przestrzeni i czasu”. Owo „instrumentowanie” (?) południowej przyrody Italii i reminiscencji rzymskiej przeszłości przybrało u Elgara postać dość szczególną. Dużo tu radosnego orkiestrowego zgiełku i hałasu obok epizodów lirycznych (piękne solo altówkowe Artura Tokarka) i odgłosów potęgi militarnej (sugestywne, dumne i groźne brzmienia blachy). Nade wszystko jednak bije z tej muzyki zadowolenie z siebie i z otaczającego świata. Całkiem zrozumiałe, zważywszy na sukcesy osobiste kompozytora (uzyskane właśnie szlachectwo, szereg uniwersyteckich doktoratów honorowych) i poczucie przynależności do narodu znajdującego się u szczytu potęgi imperianej… Właśnie taka refleksja nasunęła mi się pod wpływem efektownej gry orkiestry i bardzo plastycznej interpretacji Kaspszyka.

Kunszt artystyczny, muzyczna wyobraźnia i inteligencja dyrygenta przemówiły jednak najbardziej sugestywnie w tak oczywistej z pozoru, iście fajerwerkowej Ravclowskicj wersji Obrazków z wystawy. I takim fajerwerkiem jest rzeczywiście, choć rzadko na estradzie dorównuje głębi i bogactwu fortepianowego orygi¬nału dzieła Musorgskiego. Kaspszykowi się udało. I to niekoniecznie tam, gdzie słuchacz tego najbardziej oczekiwał. Śmieszyły jak zawsze filigranowe kurczęta w skorupkach, wzruszał biedny Szmul w skrzeczących dźwiękach trąbki, rozbłyskiwała złotem Wielka Brama Kijowska. Ale tym razem nie popis i nie wirtu¬ozeria były najmocniejszą stroną wy¬konania (trochę jej wręcz zabrakło). Przekonały fragmenty, gdzie Ravel wydawał się najbardziej sobą, gdzie przez pryzmat własnej wyobraźni i własnej sztuki docierał do źródeł inspiracji Musorgskiego. Może dlatego najciekawsze i najbardziej odkrywcze w interpretacji Kaspszyka wydały się mniej „fajerwerkowe” fragmenty dzieła, między innymi wdzięczne i beztroskie „dziecięce zabawy” w Ti t Her i es, bezpretensjonalny i smutny „śpiew trubadura u stóp” Starego zamku (ujmujące solo saksofonowe Władysława Kosendiaka) oraz refleksyjne, uderzające bezdenną pustką i martwotą Katakumby.

W Koncercie fortepianowym G-dur, Ravel swoiście olśniewa zmiennością brzmień, rytmów, nastrojów, zniewala brawurą i elegancją. Kaspszyk z właściwą sobie wnikliwością, konsekwencją i maestrią wypełnił postawione przez partyturę zadania. Orkiestra podporządkowała się z determinacją i sprawiła bez zarzutu.

A pianista? Lefevre to z pewnością artysta niezwykle utalentowany, typowy „pogromca estrady”. Wydaje się, że nie ma dla niego trudności technicznych, a wszystko podporządkowuje wyrazowi muzycznemu i efektowi estradowemu. W dużej mierze to właśnie on narzucał tempo i współkreował przebieg dzieła, doskonale przy tym współpracując z dyrygentem i orkiestrą. W najpiękniejszym muzycznym Adagio był niezbyt przekonujący. Za to po wirtuozowskim, niewiarygodnie szybkim Presto widownia wprost oszalała, gotując pianiście owację na stojąco. Dosadną retoryką i skrajną ekspresją w wykonanej na bis Etiudzie „Rewolucyjnej” Chopina poczuła się jednak chyba trochę oszołomiona i zdezorientowana. Na Konkursie warszawskim taka interpretacja pewnie by nie przeszła…

Kazimierz Kościukiewicz

żródło: Ruch Muzyczny, nr. 24, 29.11.2009



Zostaw komentarz

« Nominacje do Wrocławskiej Nagrody Muzycznej 2009 || TRWAŁOŚĆ W CHWIEJNOŚCI, Dwugłos o Pasji wg św. Marka Pawła Mykietyna »